Jeśli Twoja surfingowa rzeczywistość wygląda tak jak moja, czyli nad ocean/morze masz kilkaset kilometrów, to ten tekst jest dla Ciebie. Między surf tripami jest ciężko, ale są sposoby, by produktywnie przetrwać ten czas.

Na początku listopada wróciłem z ostatniego w tym roku wyjazdu. Takie wypady to dla mnie nie tylko jedyna okazja, by mieć kontakt z oceanem i robić postępy w surfingu, ale też duża dawka dobrej energii i motywacji. Wiadomo jednak, że tygodniowy wypad nie daje kopa na 2-3 miesiące z dala od surfingu. Dlatego trzeba coś robić, by przetrwać.

1. Pracuję nad formą

Jest cała masa ćwiczeń pomagających budować i utrzymać surfingową formę bez wychodzenia z domu. Poniżej przykład jednego z takich treningów w 3 częściach.

 

W internecie można znaleźć całą masę innych pojedynczych treningów czy programów treningowych dla surferów (jednym z bardziej aktywnych na tym polu jest Cris Mills, czyli Surf Strenght Coach).

Tej zimy zdecydowałem, że o formę w najbliższych miesiącach zadbam na siłowni. Doszedłem do wniosku, że tym razem bardziej motywujące będzie dla mnie trenowanie poza domem. Mój plan treningowy zakłada 3 sesje w tygodniu. Dwie z nich poświęcam na trening siłowy, wzmacniający główne partie mięśni, także te, których używam w surfingu. Trzecia jest stricte surfingowa. Nie używam podczas niej sztang, hantli ani maszyn. Skupiam się na równowadze, rozciąganiu, wzmocnieniu tzw. core i zwiększaniu wydolności.

Przełamuję zatem rutynę (co jest bardzo ważne przy regularnym ćwiczeniu) i utrzymuję formę pod surfing. Daje mi to poczucie, że gdy następnym razem wejdę do oceanu będę jeszcze lepiej przygotowany, co przełoży się na dłuższe sesje i większe postępy.

Innym sposobem na utrzymanie formy jest zamiana deski surfingowej na inną deskę. W zimie jest to snowboard. I choć jazda po stoku nie zastąpi ślizgania się po fali, to dzięki pewnym analogiom może być pomocna w ukierunkowanym na surfing treningu z dala od oceanu.

2. Dokształcam się

Staram się regularnie zwiększać wiedzę potrzebną do tego, by świadomie uprawiać surfing. Ocean jest fantastycznym miejscem, ale równocześnie jest bezwzględny dla tych, którzy lekceważą jego potęgę. Poza tym, jeśli się za coś zabieram, lubię być dobrze przygotowany. Wiadomo, że w surfingu – jak i w wielu innych dziedzinach – teoria nie zastąpi praktyki, ale dla mnie ta teoria daje poczucie większej pewności, a to jest już bardzo ważne w wodzie.

Czytam zatem o tym jak działają pływy, jak je obliczać, sprawdzam tabele pływów w miejscówkach, które mnie interesują. Sprawdzam i studiuję prognozy pogody pod kątem swellu i wiatru. Na tej podstawie staram się lepiej poznać spoty, by wiedzieć czego prawdopodobnie mogę się spodziewać.

Prognozy na świecie sprawdzam z reguły na modelach ze strony Magicseaweed i Surfine. Regularnie zaglądam też na prognozę Ventusky. Na telefonie mam też dodatkowo zainstalowaną aplikację Windfinder. Prognozy surfingowe dla Bałtyku śledzę dzięki stronie baltic.surf stworzonej przez polskich surferów z Trójmiasta.

Zgłębiam też wiedzę na temat sprzętu i staram się mieć coraz większe rozeznanie w tej materii. Efektem takich researchów były teksty o tym, jak dobrać deskę surfingową czy kupić wetsuit online.

Jednym z moich ulubionych narzędzi zdobywania wiedzy są podcasty surfingowe, których słucham w drodze do pracy czy w przerwie na obiad. Nie dość, że dostarczają potężną dawkę informacji to jeszcze można dzięki nim osłuchać się z „branżowym” angielskim. Moimi ulubionymi są ostatnio:

3. Inspiruję się…

… czyli oglądam, czytam, kibicuję, śledzę w social media. World Surf League Tour na stale zagościł w moim kalendarzu i choć w mijającym roku nie śledziłem poszczególnych konkursów z takim zaangażowaniem jak w 2016, to nadal jest to dla mnie źródło inspiracji i nieprzerwanego kontaktu z tym sportem. Wiadomo, że to zawodowcy, że nigdy nie osiągnę takiego poziomu, itd. Natomiast fajnie jest oderwać się przy tym od rzeczywistości i przenieść na słynne spoty, na których gości Tour.

Szybką dawką zdjęciowej inspiracji na co dzień jest oczywiście Instagram i takie konta jak:

Po artykuły, nowe filmy, porady, recenzje i praktyczne wskazówki zaglądam tu:

Szukam też surfingowej literatury. Aktualnie czytam książkę Williama Finnegana, pt. Barbarian Days: A Surfing Life.

4. Planuję kolejny surf trip

To kolejnie działanie, które ma na mnie motywujący wpływ i zajmuje czas. Zaczynam odpowiednio wcześnie i intensywnie analizuję takie kwestie jak:

  • wybór optymalnej do budżetu i czasu miejscówki
  • research lokalnych szkół surfingowych, w tym także konkretnych instruktorów i kontakt z nimi
  • warunki pogodowe (także dane historyczne w okresie, w którym chcę jechać)
  • jak stosunkowo tanio dostać się na miejsce

Aktualnie jestem w trakcie planowania kolejnego wyjazdu, więc myślę, że po nim będę w stanie podzielić się szerzej doświadczeniami z tego procesu.

5. Tworzę nowe treści na bloga

Okres pomiędzy wyjazdami na surfing staram się traktować jako okres mocno twórczy jeśli chodzi o bloga. Na podstawie znalezionych inspiracji czy luźnych myśli planuję i realizuję pomysły na nowe treści. Spotykam się z zaprzyjaźnionymi fotografami, piszę scenariusze, zbieram materiały. Bardzo często już wtedy powstają pomysły na to, co mogę zrealizować podczas kolejnego surf tripu.

I tak np. już teraz wiem, że w najbliższym czasie chciałbym przygotować m.in. recenzje dwóch spotów w Sagres, na których miałem okazję surfować i przewodnik o tym, co warto zobaczyć w ciągu jednego dnia w Sewilli.